Wyszukiwarka google

Twoja wyszukiwarka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Unia Europejska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Unia Europejska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lutego 2012

Recenzja książki Kate Hansen Bundt „Norwegia mówi Nie! : źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2000


Książka „Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej" wydana przez Instytut Spraw Publicznych w Warszawie w roku 2000 jest dziełem poświęconym relacjom pomiędzy Unią Europejską a Norwegią oraz źródłom sprzeciwu owego państwa wobec możliwości pełnego przystąpienia do struktur europejskich. Praca o charakterze opisowo-analitycznym dostarcza przydatnej wiedzy na temat zjawisk socjologicznych zachodzących wśród norweskiego społeczeństwa oraz informacji na temat motywów polityczno – ekonomicznych Norwegii przemawiających za odrzuceniem akcesji do Unią Europejską.
Autorką książki jest obecna Sekretarz Generalny Norweskiego Komitetu Atlantyckiego. Kate Hansen Bundt, absolwentka Uniwersytetu Humboldta w Berlinie, w momencie pisania publikacji zajmowała posadę pracownika naukowego w Research Foundation Program for Europe. Jej zainteresowania oscylują wokół polityki energetycznej w stosunkach UE, Norwegii i Rosji w kontekście bezpieczeństwa, co może tłumaczyć dosyć częste poruszanie tego tematu w publikacji.








Już we wstępie, autorka dzieła ukazuje Norweski sprzeciw dla Unii Europejskiej jako ewenement na skalę europejską. Na tle tendencji zjednoczeniowych na Starym Kontynencie, odmowa przystąpienia do Wspólnot Europejskich była rozumiana jako przejaw przewagi idei tradycjonalistycznych, konserwatywnych a nawet jako zwycięstwo „wiejskiego prowincjonalizmu”[1] nad wartościami nowoczesnymi. Oprócz tego, Kate Hansen Bundt stawia tezę, iż oba Norweskie referenda miały wiele cech (okoliczności) wspólnych, które doprowadziły do wygranej przeciwników akcesji.
Należy wskazać, że w obu przypadkach najsilniejszymi bodźcami dla podniesienia kwestii europejskiej wśród polityków i opinii publicznej były posunięcia najważniejszych partnerów gospodarczych Norwegii. Przykładowo, w latach 60-tych to Wielka Brytania, która według autorki jest tradycyjnie uważana za sojusznika Norwegii, stanęła w roli inicjatora dialogu państw poza unijnych ze Wspólnotą na temat akcesji. W 1991 roku (gdy Wielka Brytania od dłuższego czasu była członkiem Wspólnoty) Szwecja i Finlandia wystąpiły o przyjęcie i niejako popchnęły rząd w Oslo do rozmów z Brukselą. W tym przypadku Norwegia jawi się nam jako tzw. chorągiewka na wietrze, państwo (lub rząd) niezdolne do podejmowania samodzielnych decyzji.[2] Mimo to, prezentowany wizerunek jest mylny. W momencie przystąpienia do Unii Europejskiej przez Szwecję i Finlandię, skandynawskie porozumienie handlowe zostało rozwiązane a norweskie produkty zostały poddane cłom.[3] Rząd w Oslo nie mógł pozostawić spraw w takim stanie i został zmuszony do ratowania własnej gospodarki. W dzisiejszych czasach możemy postrzegać norweską odmowę i przystąpienie do Europejskiego Obszaru Gospodarczego jako świetną kalkulację i trafną decyzję. Obecne warunki pokazują nam, że Norwegia bardzo dobrze radzi sobie poza Unią Europejską i zajmuje czołowe miejsca wśród najbogatszych państw świata.
Oprócz materii stosunków międzynarodowych, autorka ukazuje nam szereg podobieństw obu negacji akcesji w kwestii strategii, argumentów, rezultatu oraz cech socjoekonomicznych głosujących za daną opcją.
Oczywistym związkiem między rokiem 1972 a 1994 była metoda wyrażenia opinii na temat przystąpienia do Unii Europejskiej - referendum. Z treści dzieła dowiadujemy się jednak, że zgodnie z konstytucją rząd Norwegii wcale nie miał obowiązku pytać się swoich obywateli o zdanie w tej kwestii.[4] Można to postrzegać dwojako: jako chęć zrzucenia odpowiedzialności za podjęcie decyzji lub jako wyraz szacunku dla opinii obywateli. Tak czy inaczej, od czasu pierwszego referendum utarło się przekonanie, że to „co lud postanowił, tylko lud może znieść”.
Kolejnym podobieństwem był niesymetryczny podział norweskich partii politycznych na zwolenników i przeciwników akcesji. Przykładowo, po stronie antagonistów przystąpienia do Unii Europejskiej znalazły się jednocześnie takie siły jak Konserwatyści i większa część Partii Pracy, które stanowiły swoje przeciwieństwa.
Ponadto, Kate Hansen Bundt zwraca uwagę na to, że w obu przypadkach zwolennicy akcesji włączali się do debaty publicznej o wiele za późno. Autorka obarcza sympatyków przystąpienia do Unii Europejskiej dużą odpowiedzialnością za przegraną w kampanii. Według niej, to właśnie ich brak zorganizowania determinował negatywny wynik referendum. Zwraca się szczególną uwagę na to, że oba obozy miały sprawiedliwe warunki do rywalizacji: Zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy otrzymali pomoc finansową ze strony parlamentu a Ministerstwo Spraw Zagranicznych zostało zobowiązane do udzielania społeczeństwu obiektywnych informacji na temat Unii Europejskiej.
Moim zdaniem, przedstawiona przez autorkę ocena jest niesłuszna. Z treści publikacji wynika, że socjoekonomiczne podziały społeczeństwa oraz kwestie ekonomiczne miały większy wpływ na udzielane odpowiedzi w referendum niż promocja danego stanowiska.
Do argumentów przedstawianych przez zwolenników obu opcji zaliczamy między innymi kwestie samostanowienia, bezpieczeństwa międzynarodowego, zarobków, przemysłu rybnego oraz rolnictwa.[5] K. H. Bundt sugeruje, że Norwegowie, którzy przez ponad 500 lat znajdowali się pod obcym panowaniem są niechętnie nastawieni do wszelkiego rodzaju unii. Wymienione słowo ma w norweskim społeczeństwie wydźwięk pejoratywny.[6] Zgadzam się z tezą autorki, według której wprowadzona przez traktat z Maastricht modyfikacja zmieniająca nazwę „Wspólnota” na „Unia” mogła mieć istotny wpływ na negatywną zmianę sposobu postrzegania instytucji europejskich.  Z drugiej strony, ważnym argumentem przemawiającym do zwolenników członkowstwa było w  przypadku obu referendów zwiększenie roli Norwegii w procesach decyzyjnych Europy. Oprócz tego, istotny wymiar dla norweskiego społeczeństwa miały kwestie ekonomiczne. Z pewnego punktu widzenia, w przypadku akcesji, Norwegia mogłaby odnieść poważne straty ze względu na zwiększeniu konkurencji w sektorze rybołówstwa i ze względu na brak możliwości dalszego zarabiania na wysokich cenach gazu.
Oprócz przedstawiania argumentów oraz podobieństw obu referendów, w swoim dziele Kate Hansen Bundt stara się nakreślić czytelnikowi wizerunek sympatyków i przeciwników akcesji. Wśród organizacji politycznych, do tych pierwszych zaliczamy: wcześniej wspomnianą część Partii Pracy, Norweską Konfederację Pracodawców, organizację „Ja til EF” (Tak – Wspólnocie Europejskiej, później Tak – Unii Europejskiej) oraz Europejski Ruch w Norwegii. Wyżej wymienione partie i organizacje polityczne nie przejawiały chęci do współpracy dla osiągnięcia wspólnego celu. Do największych zrzeszeń przeciwnych wstąpieniu Norwegii do Unii Europejskiej zaliczamy: „Nei til EF (Nie – Wspólnocie/ Unii Europejskiej), część Partii Pracy, część Partii Konserwatywnej, Partię Centrum oraz Chrześcijańską Partię Ludową. Wymienione organizacje cechowało duże zaangażowanie w informowanie społeczeństwa na temat negatywnych aspektów członkowstwa w Unii Europejskiej.[7]
Autorka ukazuje nam również socjoekonomiczny wizerunek zwolenników i przeciwników norweskiej akcesji. Przeciętny antagonista przystąpienia do Unii Europejskiej to osoba o podstawowym wykształceniu, o niskim statusie społecznym, zamieszkująca peryferyjne tereny Norwegii, najczęściej daleką północ. Wśród mężczyzn dominują osoby zatrudnione w rolnictwie i w rybołówstwie. Wśród kobiet, są to osoby zatrudnione w sektorze publicznym, przywiązane do korzyści związanych z polityką państwa opiekuńczego.
Według źródeł statystycznych, najczęściej sympatykiem norweskiej akcesji jest osoba o wysokim wykształceniu i wysokim statusie społecznym. Dominują osoby zamieszkałe w rejonie Oslofjord (w sąsiedztwie Oslo), właściciele firm lub pracownicy sektora prywatnego.[8]
Analizując powyższe, konflikt pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami akcesji można rozpatrywać w ramach konfliktu centrum-peryferie.
Dalsza część dzieła pod tytułem „Norwegia mówi „Nie”” traktuje między innymi o okolicznościach poprzedzających norweskie referendum akcesyjne w 1994 roku, o powiązaniach Norwegii ze Wspólnotą Europejską i wymiarze atlantyckim norweskiej gospodarki.
Kate Hansen Bundt wskazuje kilka czynników w stosunkach Norwegii i UE, które mogły zaważyć na odrzuceniu członkowstwa we wspólnocie. Pierwszym z nich może być porozumienie o Europejskim Obszarze Gospodarczym z 1992 r., które dawało Norwegii możliwość prowadzenia wolnego handlu z państwami Wspólnoty bez konieczności przystępowania do niej.[9]
Kolejnym ważnym omawianym tematem jest kontekst skandynawski norweskiej akcesji. Według Kate Hansen Bundt, przystąpienie wszystkich państw półwyspu skandynawskiego do Wspólnoty mogłoby stworzyć w niej silny blok, który miałby duże znaczenie w procesach decyzyjnych – było to przedstawiane jako jeden z ważniejszych argumentów sympatyków norweskiej akcesji. Mimo wszystko, autorka zwraca uwagę, że Norwegia nie potrzebowała Unii Europejskiej w takim samym stopniu jak Finlandia czy Szwecja. Zmiany polityczne lat dziewięćdziesiątych spowodowały w tych dwóch ostatnich państwach pogorszenie sytuacji gospodarczej. W przeciwieństwie do nich, Norwegia odnotowywała nadwyżki budżetowe.[10]










Istotny wpływ na pozostawanie Norwegii poza Strukturami Europejskimi ma również jej członkowstwo w NATO. Po wydarzeniach, które miały miejsce w trakcie II Wojny Światowej, zdecydowano się porzucić wcześniejszą doktrynę neutralności i znaleźć wsparcie wśród mocarstw. Tradycyjnie, bezpieczeństwo Norwegii zależało w przeszłości od wiodących potęg atlantyckich – Wielkiej Brytanii lub Stanów Zjednoczonych. W tym przypadku, rolę gwaranta bezpieczeństwa odgrywa znacznie silniejszy od Londynu Waszyngton. Na chwilę obecną, dla Oslo najważniejsza jest możliwość sprawnego prowadzenia handlu z innymi państwami oraz zabezpieczenie wschodniej granicy wobec bezpośredniego sąsiedztwa z Rosją. W tym miejscu całkowicie zgadzam się z opinią Kate Hansen Bundt, iż Unia Europejska nie ma nic do zaoferowania Norwegii, dopóki NATO pozostanie wiodącą organizacją zapewniającą bezpieczeństwo w Europie.[11] Wobec posiadania odpowiednich układów gospodarczych z Unią Europejską, zapewniających jej odpowiednie korzyści ekonomiczne oraz wobec braku faktycznego znaczenia militarnego skrzydła Unii Europejskiej, jakim do 2010 roku była Unia Zachodnioeuropejska, można stwierdzić, że Norwegia nie potrzebuje Unii Europejskiej.
W dalszej części dzieła, autorka przedstawia skutki norweskiego pozostawania poza Unią Europejską (do roku 1999). Kate Hansen Bundt słusznie zwraca uwagę na to, że jej ojczyzna jest marginalizowana w strukturach europejskich. Poprzez związanie się umową EOG Norwegia w pewnym sensie stała się państwem członkowskim UE bez prawa głosu. Autorka wskazuje również pozytywne efekty członkowstwa w Europejskim Obszarze Gospodarczym. Wyżej wymienione porozumienie zapewnia Norwegii olbrzymie korzyści ze względu na to, że (w roku 1990) 80% jej eksportu i 70% jej importu to wymiana handlowa z Unią Europejską. Oprócz tego, EOG dało Norwegii podstawy do wynegocjowania warunków funkcjonowania w ramach układu Schengen włączonego do struktur Unii na mocy traktatu amsterdamskiego.[12]
Poza tym, autorka porusza kwestię propozycji jeszcze jednego powiązania Norwegii z Unią Europejską – powiązanie poprzez Unię Gospodarczą i Walutową. W roku 1998, wobec podwojenia stopy procentowej korony, grupa ekspertów oraz polityków przedstawiła projekt sztywnego powiązania waluty z dużo stabilniejszym euro. Oczywiście, przedstawiony pomysł nie miał szans na urzeczywistnienie, gdyż wobec takiej zależności obu walut Norwegia nie mogłaby liczyć na korzyści związane ze sprzedażą ropy do państw UE po wyższych cenach. Kate Hansen Bundt stawia przypuszczenie, iż podobny projekt będzie miał szansę na realizację w momencie gdy członkowie Unii tacy jak Wielka Brytania, Szwecją lub Dania zainteresują się kwestią wprowadzenia euro.[13]
Podobny bodziec dla rządu w Oslo stanowiła poruszana w pracy francusko-brytyjska inicjatywa z 1998 roku dotycząca współpracy krajów Unii w dziedzinie Obrony. Nawet sam premier Vollebaek stwierdził wtedy, że w przypadku wzmożenia aktywności UE w dziedzinie bezpieczeństwa, Norwegia powinna szukać możliwości do integracji ze Wspólnotą.[14]

Mimo wszystko, rząd w Oslo nie zaczął wtedy szukać kolejnych sposobności współpracy. Kate Hansen Bundt tłumaczy to znaczącą różnicą interesów Norwegii i Unii Europejskiej. Dysonans ten przejawia się między innymi w atlantyckim wymiarze norweskiej gospodarki.  Autorka zwraca znaczącą uwagę na posiadaną przez Norwegię dużą ilość złóż naturalnych znajdujących się w wodach Atlantyku i na nastawienie norweskiej gospodarki na ich eksport. Te warunki sprawiają, że wyżej wymienione państwo nie byłoby w stanie czerpać znacznych korzyści w warunkach stworzonych przez Unię Europejską.[15]
Moim zdaniem, praca pod tytułem „Norwegia mówi Nie! : źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej" obszernie wyjaśnia czytelnikowi powody, dla których Norwegia odrzuciła możliwość akcesji do Wspólnoty. Autorka pracy stara się przekazywać odbiorcy fakty dotyczące okoliczności dotyczących powyższej kwestii prezentując opinie zarówno sympatyków jak i przeciwników członkowstwa (oczywiście, opatrując je stosownym komentarzem). Abstrahując od tego, Kate Hansen Bundt można zarzucić chaotyczne rozmieszczenie treści w książce, co znacząco przeszkadza w jej usystematyzowaniu i odbiorze. Mimo to, uważam, że praca wyczerpuje temat w należytym stopniu i może w przyszłości służyć za przydatny materiał w dalszych badaniach stosunków pomiędzy Norwegią a Unią Europejską. Jedyną istotną ujmą dla wykorzystywania omawianej pracy w diagnozie relacji na linii Oslo – Bruksela może być data jej wydania. Z drugiej strony, umożliwia to sprawdzenie z dzisiejszą rzeczywistością stawianych w dziele hipotez dotyczących przyszłych stosunków pomiędzy oboma podmiotami.

Podsumowując, aby odpowiedzieć na stawiane w pracy pytanie: „dlaczego Norwegia dwukrotnie odmówiła przystąpienia do Unii Europejskiej?”, posłużę się słowami byłego premiera Norwegii, Gro Harlem’a Brundtlandt’a: „W Finlandii o polityce zagranicznej decydują 4 osoby, w Szwecji 400, w Danii 400 000, a w Norwegii 4 000 000.”


[1] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s 11
[2] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s 16
[3] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s  54
[4] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s 17
[5] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s  25
[6] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s  10-14, 36-37
[7] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s 21-23, 28-29
[8] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s 26-36
[9] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s 41
[10] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s 43-44
[11] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s 45-47
[12] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s 52-55
[13] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s 60-62
[14] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s 63-64
[15] Kate Hansen Bundt, Norwegia mówi Nie!: źródła sprzeciwu wobec członkostwa w Unii Europejskiej", Warszawa 2000 s 69-73

Najważniejsze interesy i wyzwania polskiej polityki zagranicznej w ciągu najbliższych 4 lat


1.     Zadbanie o solidarność państw UE wobec ratowania strefy euro – Polska w przyszłości zamierza być członkiem strefy euro i czerpać korzyści z takiego członkowstwa. Wobec tego należy postarać się o to aby Euroland nadal rozwijał się stabilnie.

2.     W przyszłości integracja europejska powinna zachodzić przy szczególnym uwzględnieniu kwestii finansowych – nie powinno się przyjmować nowych członków nie spełniających europejskich standardów ani członków o niestabilnych gospodarkach. Należy również położyć duży nacisk na dopilnowanie przestrzegania tych samych zasad przez starych członków UE.








3.     Państwa europejskie powinny zacieśniać współpracę w wymiarze budowania wspólnej polityki zagranicznej wobec państw trzecich. Polityka zagraniczna jednego z państw UE wobec państwa trzeciego nie powinna być sprzeczna z interesem innego państwa UE – można podać przykład kooperacji Federalnej Republiki Niemiec z Federacją Rosyjską na płaszczyźnie budowy Nordstream, która godzi w interesy RP.

4.     Polska powinna aktywnie poszukiwać innego źródła importu gazu niż Rosja. Dalszy zakup gazu od Gazpromu może być związany z uzależnieniem polskiej gospodarki. Alternatywą dla nowego dostawcy może być intensyfikacja działań na rzecz eksploatacji polskich złóż gazu łupkowego – eksploatacja powinna być przeprowadzana we współpracy z firmami zagranicznymi, które posiadają znaczne doświadczenie na tej płaszczyźnie.

5.     Należy od nowa uregulować stosunki z UE i USA. Priorytetem dla Polski powinny być relacje z państwami Europy Zachodniej zamiast ze Stanami Zjednoczonymi, które to przestały interesować się naszą częścią świata i przestały traktować Polskę jako swojego strategicznego partnera.

środa, 16 marca 2011

System polityczny Republiki Malty - Recenzja

Recenzja książki Anny Skrzypek pt. „System polityczny Republiki Malty”, wyd. Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 2009.


„System polityczny Republiki Malty” wydany w 2009 roku w Warszawie przez wydawnictwo „Elipsa” jako kolejna publikacja Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego jest dziełem poświęconym tematyce Mikro-państwa kontynentu Europejskiego.

Praca o charakterze opisowo-analitycznym dostarcza ciekawej wiedzy z zakresu historii, prawa, socjologii, kulturoznawstwa, językoznawstwa oraz informacji na temat systemu politycznego Malty.







Epoka informatyzacji, dzięki której mamy możliwość wglądu do niegdyś trudno dostępnych źródeł, daje nam możliwość głębszego zapoznania się z tematyką jednego z najmniejszych państw Europy. W niniejszym dziele Anna Skrzypek – doktor nauk humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim podejmuje trud ukazania wyjątkowości struktury Malty na tle Starego Kontynentu. Jej głównym celem jest przybliżenie odbiorcy polityczno-ustrojowych zagadnień oraz przełamanie stereotypowego postrzegania owego mikro-państwa (kojarzonego głównie z Zakonem Joannitów). Należy dodać, iż praca jest dojmująco napisana w dużej części w oparciu o źródła obcojęzyczne co czyni ją wyjątkową w swoim gatunku.
Autorka książki uzyskała tytuł doktora na podstawie rozprawy „Współdziałanie partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych w jednoczącej się Europie w latach 1957 – 2007” Jest absolwentką UW oraz stypendystką Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, członkinią Komitetu Wykonawczego PES (Partii Europejskich Socjalistów), Grupy Naukowej Fundacji dla Europejskich Studiów Postępu, międzyrządowej Polsko-Niemieckiej Rady Współpracy Młodzieży oraz współzałożycielką Forum „Solidarni dla postępu”. Oprócz tego w 2005 roku objęła fotel sekretarza generalnego ECOSY - istniejącej od 1992 r. organizacji młodzieżowej Partii Europejskich Socjalistów. Podsumowując, autorka jest osobą biegłą w dziedzinie nauk politycznych.
„System polityczny Republiki Malty” stawia tezę, iż obecny organizm Archipelagu jest wynikiem wpływów obcych władców, państw oraz kultur. „Maltańczyków wyobraźmy sobie jako kogoś w rodzaju Sycylijczyków, którzy zachowują się jakby byli Anglikami, mówią w dialekcie arabskiego i są tak katoliccy jak żaden inny naród w Europie. Dodajmy, iż modlą się do Allacha, bowiem po maltańsku Bóg to Allach.”
Dużą część pracy stanowi tło historyczne dla kształtowania się rozwoju Mikro-państwa. Autorka dzieli dzieje narodu Maltańskiego na podokresy. Wśród nich znajdziemy nawiązanie do antyku, w którym to Archipelag znajdował się pod silnymi oddziaływaniami fenickimi, rzymskimi, bizantyjskimi oraz arabskimi. To właśnie w tej epoce należy szukać korzeni języka maltańskiego.
W czasach średniowiecza ukształtowały się związki Wysp Maltańskich z Italią – co za tym idzie – pozycja religii katolickiej oraz wpływy języka włoskiego uległy skonsolidowaniu. Powstały również zalążki autonomii poprzez utworzenie Universita – pierwowzoru obecnego samorządu terytorialnego.
Punktem zwrotnym w dziejach Malty było objęcie władzy na wyspie przez Zakon Joannitów, który przez cały okres panowania był skonfliktowany z hierarchami kościelnymi. Nowi władcy doprowadzili do umocnienia ekonomicznego wyspy tworząc z niej swoją nową siedzibę.
Panowanie Krzyżowców zakończył napoleoński podbój archipelagu dzięki zmowie kolaborujących z rządem Francjii zakonników pochodzenia francuskiego. Obalono przywileje szlachty, zniesiono niewolnictwo, ustanowiono demokrację na wzór francuski oraz ograniczono wpływy kościoła. Mimo usilnych starań Pierwsza Republika nie zdołała wprowadzić trwałych zmian w kwestii preferencji językowych.
Po wybuchu powstania z 1798 r. Francuzi utracili panowanie na rzecz Korony Brytyjskiej. Tym samym zaczął się okres największych przemian na Malcie. Zaledwie dwa lata po objęciu kontroli nad wyspami, Archipelag stał się protektoratem a w 1814 kolonią brytyjską. Mieszkańcy uzyskali autonomię w rządzeniu (mimo iż faktyczną władzę sprawował gubernator w imieniu króla) oraz otrzymali pierwsze konstytucje. Wprowadzono obowiązek nauki języka angielskiego, który do dzisiaj jest językiem urzędowym Malty. Ferment społeczny spowodował utworzenie się stronnictw nastawionych prowłosko i probrytyjsko, które później przekształciły się w 2 najsilniejsze po dziś dzień partie – Partię Narodową i Maltańską Partię Pracy. W dalszych rozdziałach autorka dokładnie charakteryzuje wyjątkowo stabilny system dwupartyjny wzmocniony stałą, przekraczającą 90 procent frekwencją wyborczą (mimo, iż mieszkańcy nie mają obowiązku oddawać głosów).
Wydarzeniami, które niewątpliwie zespoliły naród były Pierwsza i Druga Wojna Światowa. Ścisła kontrola rządu przez gubernatora w trakcie wojny miała wpływ na powstanie silnej opozycji wobec Korony. Na początku XX zrodził się maltański nacjonalizm ukierunkowany na integrację Archipelagu z Włochami. Sytuacja zmieniła się diametralnie dopiero w podczas II Wojny Światowej gdy Malta pozostawała pod regularnymi bombardowaniami ze strony Faszystowskich Włoch. „Jednym z głównych efektów wojny był wzrost patriotyzmu i zerwanie sentymentalnych więzów z Włochami na rzecz zbliżenia się do Brytyjczyków.” Za swój heroizm w trakcie wojnie cały naród otrzymał najwyższe odznaczenie Korony – Krzyż króla Jerzego.







Na szczególną uwagę zasługuje okres powojennego kształtowania się społeczeństwa obywatelskiego Archipelagu, kiedy to uchwalono nowoczesną konstytucję oraz rozszerzono prawa wyborcze. Przeprowadzono referendum dotyczące przyłączenia Malty do Wielkiej Brytanii, które upadło w związku z niską frekwencją. Ostatecznie, 20 września 1964 roku ogłoszono niepodległość Archipelagu. Mimo to, Malta pozostała członkiem Wspólnoty Brytyjskiej z Elżbietą II, reprezentowaną przez gubernatora, jako królową. Czynny udział dwóch największych partii na konferencji w Londynie w 1963 r. dotyczącej kwestii samostanowienia trwale ugruntował pozycje obydwu stronnictw na arenie politycznej. Dopiero dziesięć lat po uzyskaniu niepodległości, Malta przyjęła ustrój republikański z prezydentem jako głową państwa. Jak widać, historia Mikro-państwa stanowi podstawę do zrozumienia dalszych zagadnień na temat ustroju.
W dalszych rozdziałach Anna Skrzypek porusza między innymi kwestie języka i religii. „Maltański jest jedynym językiem europejskim, który należy do afro-azjatyckiej rodziny języków. (…) ma rodowód w arabskiej okupacji wysp. Pomimo iż zawiera w sobie wiele włoskich i francuskich słów, nadal brzmi jak archaiczna forma języka arabskiego.” Autorka wspomina również o fenickich i angielskich wpływach na kształtowanie się mowy. Należy również wspomnieć o tym, że ok. 2/3 mieszkających na wyspach maltańczyków jest pochodzenia włoskiego, z czym wiążą się wpływy kultury, języka oraz bardzo silnej pozycji Kościoła Katolickiego, który jest obecnie najsilniejszą grupą interesu lobbującą na rzecz tradycjonalizmu.
Kolejna część pracy przedstawia typowo ustrojowe zagadnienia, na które składają się: uwarunkowania ustawy zasadniczej, treść konstytucji, zasady konstytucyjne oraz rola parlamentu, rządu, prezydenta i władzy sądowniczej. „Konstytucja została przewidziana jako ostateczny i najwyższy akt będący na szczycie państwowego porządku prawnego”. Stanowi uwieńczenie całego procesu konstytucjonalnego rozwoju Malty. Rozdział wskazuje na nowatorskie rozwiązanie wprowadzające urząd prezydenta (o niewielkich kompetencjach) uczestniczącego w obradach parlamentu przy nawiązaniu do systemu westminsterskiego. Konstytucja daje dużą swobodę działania szefowi rządu, który może wpływać na prace parlamentu. Oprócz tego wprowadza funkcję przewodniczącego opozycji, spikera oraz stałych sekretarzy. Determinuje pozycję sądownictwa oraz pozasądowych organów ochrony prawa, która jest stosunkowo słaba i podległa woli rządu. Przepisy dotyczące ustroju regulują również status władzy lokalnej podzielonej na trzy okręgi samorządowe: Majjistral, Xlokk i Gozo.
Anna Skrzypek zwraca szczególną uwagę na system partyjny Malty. Mimo mechanizmu STV (Single Transferable Vote), który ma na celu wynosić na piedestał jednostkę zamiast poszczególnej partii, Maltańczycy przeważnie oddają głosy zgodnie z przynależnością kandydatów do danego ugrupowania. Autorka dostrzega, iż pozornie sprawiedliwa ordynacja stawiająca na jednostki jest znacznie mniej skuteczna od FPTP (First-Past-The-Post). W związku z tym arena polityczna jest zdominowana przez najsilniejsze ugrupowania a od roku 1971 do Izby Reprezentantów nie weszła żadna trzecia partia. Mimo prymatu PN i MLP swoją pozycję metodą małych kroków buduje Alternatywa Demokratyczna.
Najciekawszą kwestią z punktu widzenia stosunków międzynarodowych jest ukazana przez Annę Skrzypek pozycja Malty na arenie międzynarodowej. Archipelag jest ukazany jako państwo pretendujące do rangi potęgi morskiej (posiada trzecią co do wielkości flotę handlową na świecie) a jednocześnie jako kraj uzależniony od gospodarki wielkich potęg. Strategiczna pozycja Mikro-państwa na morzu śródziemnym sprawia, iż jest ono bardzo ważnym graczem w Europie.
Bogate doświadczenie oraz wiedza autorki pozytywnie wpływają na miarodajność treści. Książka przedstawia bieżący stan badań do roku 2009. Porównując biografię Anny Skrzypek z zawartością publikacji można łatwo dostrzec, iż praca jest napisana subiektywnie przez pryzmat idei socjaldemokratycznych, co jest szczególnie widoczne w opisie Maltańskiej Partii Pracy, Alternatywy Demokratycznej oraz niektórych grup interesu. Poza tym, treść pracy dostarcza bardzo ciekawej wiedzy na temat Malty.
Kompozycja książki w przystępny sposób przedstawia czytelnikowi istotę problemu. Autorka posługuje się zrozumiałym językiem. Często odwołuje się do znanych autorytetów z dziedziny prawa, kulturoznawstwa oraz nauk społecznych. Jedynie rozdział traktujący o konstytucji jest napisany przy użyciu specjalistycznego prawniczego języka, co może sprawiać problemy w odbiorze.
W porównaniu do innych dzieł Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego „Ustrój polityczny Republiki Malty” Anny Skrzypek dostarcza dużo więcej informacji na temat ustroju Archipelagu niż praca o tym samym tytule Marka Śmigasiewicza pod redakcją Konstantego Wojtaszczyka. Szczerzej opisuje kwestie historyczne, kulturowe oraz ustrojowe Malty. Poza tym jest dziełem stosunkowo młodym, dzięki czemu zaopatruje nas w aktualne dane.
Mimo tego, jak sama autorka wspomina, „Ustrój polityczny Republiki Malty” nie jest pracą doskonale wyczerpującą. Ramy czasowe oraz ograniczenia w dostępie do maltańskich i angielskich publikacji przeszkodziły Annie Skrzypek w dokładnym przedstawieniu problemu.
Podsumowując, „Ustrój polityczny Republiki Malty” stanowi ciekawe źródło wiedzy na temat tego osobliwego mikro-państwa na Morzu Śródziemnym. Szczególnie część historyczna dostarcza przydatnych informacji pomagających zrozumieć inne czynniki determinujące obecny ustrój państwa. Za to fragment dotyczący społeczeństwa przybliża nam to małe egzotyczne państwo o jednej z największych na świecie gęstości zaludnienia, które mimo terenów ubogich w minerały jest dzisiaj tak bogate, że może sobie pozwolić na ilość samochodów ponad dwukrotnie przekraczającą liczbę ludności na wyspach. Należy wspomnieć, iż praca wymaga uzupełnienia w treści o tematyce ustrojowej. Niemniej jednak, uważam, że książka wnosi wiele do znajomości tak słabo opisanego w polskiej literaturze państwa.

Maciej Przychodzeń

poniedziałek, 7 marca 2011

Czy istnieje modelowe rozwiązanie regulacji prawnych w zakresie polityki regionalnej?

Polityka regionalna w ujęciu dla Unii Europejskiej wiąże się z działaniami podejmowanymi w celu zmniejszania różnic pomiędzy wysoko rozwiniętymi a rozwijającymi się członkami Unii Europejskiej i państwami niedawno przyłączonymi do wspólnoty. Strategia jest skierowana na rozwój najbiedniejszych regionów, które cierpią z powodu niedostatku środków potrzebnych do osiągnięcia progresu. W tym celu potrzebne jest dobrze skodyfikowane prawo służące zagwarantowaniu rzeczywistego udziału władz lokalnych i regionalnych w jednoczeniu Europy, wspieraniu współpracy regionów trans granicznych, kooperacji władz interregionalnych i intraregionalnych oraz poprawie konkurencyjności biedniejszych regionów. Prawo w zakresie polityki regionalnej charakteryzuje się zróżnicowaniem. Wyróżniamy prawo międzynarodowe publiczne, prawo wewnętrzne Unii Europejskiej oraz prawo krajowe. Niestety, w tej dziedzinie przepisy są nieostre oraz istnieje wiele instytucji realizujących politykę regionalną w Europie, co niekorzystnie wpływa na niwelowanie różnic.







Do prawa międzynarodowego publicznego możemy zaliczyć akty formalno-prawne członków Rady Europy takie jak na przykład: Konwencja Madrycka z 1980 roku, dotycząca współpracy między władzami terytorialnymi państw członkowskich Rady Europy oraz Europejska Karta Samorządu Lokalnego z 1991 roku, nadająca swoistą autonomię polityczną jednostkom samorządu lokalnego.
Prawo Unii Europejskiej jest najbogatszym rozdziałem prawa dotyczącego polityki regionalnej, z tego względu, iż zawiera w sobie zarówno prawo wtórne jak i pierwotne. Do prawa pierwotnego możemy zaliczyć między innymi Jednolity Akt Europejski z 1986 r., mający na celu wzmocnienie współpracy między państwami członkowskimi i Traktat z Maastricht z 1992 roku dotyczący umocnienia spójności gospodarczej Unii (wprowadzający politykę regionalną do traktatów założycielskich). Prawo wtórne obejmuje akty normatywne Komisji Europejskiej, Rady Ministrów oraz Parlamentu Europejskiego z rozporządzeniami, decyzjami, dyrektywami i zaleceniami włącznie.
Oprócz tego, politykę regionalną reguluje również prawo krajowe. Przejawia się ono między innymi w ustawach dotyczących samorządu terytorialnego. W polskim porządku prawnym najwyższym dokumentem w tej dziedzinie jest konstytucja.
Tak jak wspomniałem wcześniej, istnieje mnoga liczba instytucji zajmujących się polityką regionalną w Europie. Wśród organizacji pozarządowych możemy wyróżnić np.: Stowarzyszenie Europejskich Regionów powołane do życia w 1971 roku; Rada Regionów Europejskich powstała w 1972 roku i Związek Wielkich Miast utworzony w 1985 roku. Zajmują się między innymi: reprezentowaniem interesów gmin przygranicznych, oddziaływaniem na instytucje europejskie oraz promowaniem współpracy między państwami. Mimo wszystko, tego typu organizacje są jedynie grupami nacisku i nie mają realnej władzy nad strategią rozwoju regionalnego. Im bardziej dana instytucja jest w stanie oddziaływać na organy Unii Europejskiej, tym większy jest jej wpływ na politykę regionalną Europy.
Najważniejszą organizacją międzyrządową w tej dziedzinie jest Rada Europy i działający pod jej auspicjami Kongres Władz Lokalnych i Regionalnych, powołany do życia w 1994 roku jako organ doradczy. W izbach władz lokalnych i regionalnych zasiadają przedstawiciele władzy terytorialnej. W grupach roboczych kongresu odbywają się prace legislacyjne. Dzięki tej działalności Rada Europy przyjęła serię dokumentów regulujących strategię regionalną państw członkowskich. Wśród nich można wymienić: Konwencję Madrycką z 1980 roku, Europejską Kartę Samorządu Lokalnego z 1985 roku i Europejską Kartę Samorządu Regionalnego. W związku z tym ma on duży wpływ na kształtowanie strategii regionalnej państw członkowskich Rady Europy. Jego celem jest zagwarantowanie rzeczywistego udziału władz terytorialnych w procesie jednoczenia Europy. Od 2005 roku podjął współpracę z Komitetem Regionów z powodu zbieżności celów obu jednostek (co pozytywnie wpływa na rozwój regionalizacji w Europie).
Komisja Europejska jest bardzo ważnym organem Unii Europejskiej, kształtującym jej politykę regionalną poprzez tworzenie prawa w tej dziedzinie. Pod auspicjami KE, w zakresie strategii regionalnej, działają dwa komitety: Komitet do spraw polityki regionalnej Komisji Europejskiej (powołany w 1975 roku) i Komitet doradczy dla rozwoju i rekomendacji regionów (powołany w 1988 roku).
Pod względem usystematyzowania prawodawstwa Unii Europejskiej korzystnym czynnikiem mogłoby być uchwalenie konstytucji europejskiej. Podobnie jak ustawa zasadnicza Polski, konstytucja UE regulując i nadając kierunek polityce regionalnej wprowadziłaby nową jakość w zakresie polityki regionalnej.
Na szczeblu krajowym, strategię regionalną ustanawiają rządy poszczególnych państw Europy. Europejska Karta Samorządu Lokalnego z 1985 roku i Europejska Karta Samorządu Regionalnego wprowadzają również swoistą autonomię w prowadzeniu polityki regionalnej województw, powiatów i gmin (odnosząc się do Polski). Zasada subsydiarności i decentralizacja prowadzenia strategii regionalnej pozytywnie wpływa na wzrost konkurencyjności regionów. Dzięki europejskim funduszom strukturalnym najmniejsze podmioty posiadają środki do działań a akty prawa międzynarodowego gwarantują ich swobodę podejmowania inicjatyw. Wyzwaniem dla tych instytucji jest właściwe wykorzystanie dotacji unijnych, dlatego w prawie Unii Europejskiej istnieje zapis na temat systemu zarządzania i kontroli funduszy. Audytu dokonują niezależne od siebie (a także od organów zarządzających) instytucje.
Podsumowując, ani prawo wspólnotowe, ani prawo krajowe (w przypadku Polski) nie jest doskonałe. Często dochodzi do sytuacji, w których pieniądze są trwonione poprzez szereg nieprawidłowości w dysponowaniu dotacjami. Zbyt rozbudowany aparat administracyjny i brak jednolitego źródła prawa w polityce regionalnej utrudnia niwelowanie różnic pomiędzy regionami. Niekiedy, niezbędne jest rozstrzyganie sporów drogą sądową. Mimo prowadzenia wspólnych przedsięwzięć przez organizacje działające na rzecz rozwoju biedniejszych regionów, takich jak: Hiszpania, Portugalia, południowe Włochy oraz Europa Wschodnia i Środkowowschodnia, wciąż istnieje wielka przepaść pomiędzy nimi a bogatszymi częściami Europy. Tak jak już wcześniej wspomniałem, sposobem mogłoby być uchwalenie wspólnej konstytucji dla Unii Europejskiej i zawarcie w niej metod rozwiązywania problemów w dziedzinie polityki regionalnej tak rozbudowanego systemu prawnego, jakim jest system Unii Europejskiej.


Maciej Przychodzeń

sobota, 5 marca 2011

Szansa dla Libii

Czy libijscy rebelianci poradzą sobie z krwawym reżimem Kadafiego? Tego samego, który w 1999 roku w Algierze postulował powołanie Unii Afrykańskiej, opartej na zasadach demokracji. Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Zrywy wyzwoleńcze w krajach arabskich, które popchnęły Libijczyków do walki o swą wolność, stają się coraz słabsze na północy Afryki. Jedynie Libia wydaję się być ostatnim bastionem walki o swoje prawa. Zgodnie z teorią demokracji według Dahla, to środowisko wywiera najsilniejszy wpływ na utrzymujące się nastroje - totalitarne, demokratyczne czy rewolucyjne.







Wobec słabnącego zapału państw ościennych, rebeliantom walczącym o wolność Libii może być coraz ciężej. Według mnie cała rewolucja dostaje zadyszki usiłując w pojedynkę stawić czoła Goliatowi. Rebelianci oczekują na pomoc od USA, Unii Europejskiej i opinii publicznej - ta niestety nie nadchodzi. Oprócz tego, sam dyktator wydaję się być bardzo pewny siebie. Cały czas mam przed oczami jego wypowiedź przed kamerami. Gdy redaktor spytał się Kadafiego czy zamierza opuścić Libię, ten prychnął śmiechem. Odsunięcie tyrana od władzy może nie być takie proste. Życzę rebeliantom dużo wytrwałości.

czwartek, 3 marca 2011

Zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego w Polsce

W mojej prezentacji pragnę zwrócić uwagę na ekonomiczne, społeczne, militarne oraz polityczne aspekty zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego Polski.

Według słownika nauk społecznych, bezpieczeństwo oznacza stan poczucia spokoju oraz braku zagrożeń. Zapewnia zaspokojenie potrzeb takich jak istnienie, przetrwanie lub posiadanie. W związku z tym brak bezpieczeństwa prowadzi do wszelkiego rodzaju niepokojów i lęków. Bezpieczeństwo narodowe jest pojęciem z kategorii egzystencjalnych potrzeb i interesów społeczności ludzkich zorganizowanych w państwo. Ten stan można uzyskać dzięki odpowiednio zorganizowanej ochronie przed zagrożeniami militarnymi i niemilitarnymi, wewnętrznymi i zewnętrznymi, jak również politycznymi i społecznymi, przy użyciu sił i środków pochodzących z różnych dziedzin działalności państwa.







Na wstępie warto wspomnieć, że Rzeczpospolita jest suwerennym państwem o dogodnej lokalizacji geopolitycznej. Uczestnictwo w sojuszu Północnoatlantyckim i przystąpienie do Unii Europejskiej dały naszej ojczyźnie poczucie bezpieczeństwa militarnego oraz ekonomicznego. Niewątpliwie ważnym czynnikiem stanowiącym gwarancję bezpieczeństwa Polski jest sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, z którymi od grudnia 2008 r. Rząd Rzeczpospolitej Polski prowadzi ścisłą współpracę naukowo-techniczną, przemysłową oraz gospodarczą (od kiedy Minister Gospodarki Waldemar Pawlak podpisał zarządzenie projektu powołującego Zespół ds. współpracy między wymienionymi państwami).

Niemniej jednak bezpieczeństwo naszego kraju zależy w największym stopniu od zdolności do radzenia sobie z problemami , które stoją przed Polską. Te wyzwania stanowią konsekwencję przemian ekonomiczno – społecznych, demograficznych oraz ściśle powiązanych ze sobą procesów politycznych.

Zagrożenia ekonomiczne

We współczesnym świecie, wśród pogłębiających się zależności gospodarczych, Polska musi stawić czoło zagrożeniom płynącym z sytuacji na rynku Jak wiadomo, w dobie kryzysu, za wszystkie błędy trzeba płacić surową karę – najlepszym przykładem tego są państwa Europejskie, które poprzez nieodpowiednie działania gospodarcze przeżywają okres recesji.

Dzięki odpowiednim krokom podjętym przez obecny Rząd, Polska stanowi jedyną „zieloną wyspę” wśród państw starego kontynentu, dzięki czemu względnie stabilnie przechodzi przez światowy kryzys. Niemniej jednak, aspekty takie jak:
- dziura budżetowa
- rozwarstwienie społeczne
- zagrożenia monopolem wielkich korporacji
- zagrożenia branż strategicznych
- system opieki zdrowotnej i system emerytalny
nadal stanowią poważne problemy.

Od czasu przystąpienia Polski do UE nasila się proces rozwarstwienia społecznego, które oscyluje w granicach 0.35 – 0.36 indeksu Giniego (dla lepszego zrozumienia 0 oznacza cały dochód w kraju podzielony po równo, a 1 – cały dochód w rękach jednej osoby). W porównaniu do państw Europy zachodniej wypada to słabo; dla zestawienia: Szwecja (0.23), Finlandia (0.25), Czechy (0.26), Austria (0.26). Ludzie bogaci stają się jeszcze bogatsi a biedni jeszcze biedniejsi. Jest to charakterystyczne dla państw rozwijającego się systemu kapitalistycznego. Należy również zwrócić uwagę na to, iż tego typu zjawisko zachodzi nie tylko między ludźmi, ale również na skalę regionalną, (wyraźnie zaznaczają się różnice w zamożności pewnych regionów Polski, np. Mazowsze i Podlasie) gdyż nie podejmuje się odpowiednich kroków aby wspierać biedniejsze województwa. Zwiększające się różnice w zamożności i poziomie życia obywateli oraz dystans miedzy poszczególnymi regionami Polski mogą wywołać napięcia, przyczyniając się do zmniejszenia spójności społeczeństwa.

Dużym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego RP, zaliczanym do zagrożeń zewnętrznych są wpływy innych państw lub korporacji w strategicznych sektorach gospodarki Polski. Należało by do nich zaliczyć przemysł zbrojeniowy, wydobywczy (zwłaszcza węgla i miedzi), lotniczy, elektroniczny oraz paliwowo-energetyczny. W procesach prywatyzacyjnych rząd nie powinien dopuścić
do utraty kontroli nad pakietem większościowym danego przedsiębiorstwa czy gałęzi gospodarki. Sam fakt pochodzenia 90 % dostaw ropy i gazu do Polski może powodować poważne komplikacje w przyszłości. W tym przypadku zagrożenia ekonomiczne przenikają się z politycznymi.







Problem także występuje z rynkami kapitałowymi. Polscy inwestorzy nie są atrakcyjnymi partnerami do prowadzenia wspólnych przedsięwzięć, natomiast Polska, przy jej skomplikowanym systemie podatkowym, zawiłym prawie nie jest szczególnie atrakcyjnym rynkiem dla inwestorów z zagranicy.

Wedle planu strategii bezpieczeństwa narodowego Polski do najważniejszych niebezpieczeństw można zaliczyć zmiany demograficzne, na które składają się: wysoka skala emigracji oraz niski przyrost naturalny. Według szacunków GUS w latach 2004 - 2007 na emigrację wyjechało ok. 1,5 miliona Polaków, co w połączeniu z niskim przyrostem naturalnym powoduje starzenie się społeczeństwa. Konsekwencją tego typu zjawisk w przyszłości może być załamanie i tak już zachwianego systemu emerytalnego (uważanego za jeden z dwóch najsłabszych punktów w naszym systemie obok służby zdrowia).Do najczęstszych przyczyn opuszczania Polski na stałe należą:
- brak zatrudnienia
- niskie zarobki (w tym chęć szybkiego dorobienia się majątku)
- chęć kontynuacji nauki za granicą
- przyczyny polityczne (co dotyczy raczej czasów PRL-u)
- walory turystyczne

Zagrożenia społeczne

Należy również zwrócić uwagę na społeczny aspekt tego problemu. Malejący poziom zastępowalności pokoleń spowoduje, że aby utrzymać tempo rozwoju gospodarczego, Polska będzie potrzebowała siły roboczej pochodzącej z poza naszych granic. W ciągu ostatnich kilku lat na kontynent Europejski przybywa więcej imigrantów niż do USA czy do Australii (krajów opierających się na imigrantach). Od 1990 roku do Europy sprowadziło się 26 milionów imigrantów; dla porównania w tym samym czasie do USA - 20 milionów. „Polska musi dokonać wyboru – albo otworzy drzwi dla imigrantów i będzie iść z duchem postępu, albo je zamknie i da się prześcignąć ekonomicznie innym państwom.” – tak wypowiada się Stefan Theil, redaktor Newsweek’a. Mimo wszystko należy pamiętać o konsekwencjach wszelkich ruchów. Rząd RP musi zdać sobie sprawę z zagrożenia, jakie może stanowić dla obywateli Polski podjęcia polityki sprzyjającej imigrantom,. Przykładów nie trzeba szukać daleko. Od kilku lat mieszkańcy Łomży domagają się zamknięcia ośrodka dla uchodźców. Łomżanie nie potrafią żyć w zgodzie wraz ze stale powiększającą się społecznością Czeczeńską (ludźmi często oskarżanymi o kradzieże i pobicia). Duża różnica w mentalności i w kulturze cudzoziemców stoi na przeszkodzie w integracji z rodowitymi, przywiązanymi do tradycji, konserwatywnymi mieszkańcami. Podobnie jak w tym przypadku, w większości państw Europejskich dużą liczbę stanowią imigranci pochodzenia muzułmańskiego. W związku z tym należy zastanowić się czy Polacy, podobnie jak Francuzi czy Belgowie, są gotowi żyć obok cudzoziemców tak odmiennych kulturowo i czy nie przysporzy im to poczucia zagrożenia.

Ponadto, trzeba mieć na względzie, iż imigranci Muzułmańscy (podobnie z resztą jak imigranci pochodzenia Azjatyckiego) tworzą zwykle zamknięte społeczności. Niektórzy z nich demonstrują zachowania kulturowe nie akceptowane przez polskie społeczeństwo. Na tym tle mogą powstawać różne napięcia i zagrożenia bezpieczeństwa wewnętrznego.

Nie można zapominać również o agresywnych ideologiach, które są obecne w społeczeństwach na całym świecie. Historia naszego kraju bardzo dobrze ilustruje to do czego doprowadził nazizm i komunizm w zeszłym stuleciu. Skupiając się na współczesnych czasach, aktualnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego Polski jest fundamentalizm religijny. Jego źródeł można upatrywać w procesach modernizacyjnych właściwych nowoczesności. Dotyczy przede wszystkim dbałości o przestrzeganie niezmiennych i wiecznych doktryn wiary. Z drugiej strony niesie za sobą niebezpieczeństwo konfliktu dla ludzi konserwatywnie wyznających różne wartości. Nie chodzi tu tylko o przedstawicieli Islamu (kojarzonych przeważnie z terrorystami) lecz również o przedstawicieli kościoła Katolickiego, którzy często ingerują w politykę.

Zagrożenia militarne i polityczne

Oprócz tego dużym zagrożeniem są agresywne ideologie powiązane z fundamentalizmem Islamskim. Przykładowo według teorii Sulaimana Abu Ghaith (jednego z najbardziej poszukiwanych funkcjonariuszy Al.-Kaidy) „Muzułmanie mają prawo zabić 4 miliony Amerykanów, w tym 2 miliony dzieci, dwukrotnie więcej wypędzić z domów oraz setki tysięcy okaleczyć. Ponadto ich prawem jest walczyć z amerykanami bronią biologiczną i chemiczną aby odczuli identyczne śmiertelne dolegliwości jakie odczuwali muzułmanie zaatakowani amerykańską bronią biologiczną. Ameryka rozumie tylko język siły (…) nie zna języka dialogu ani pokojowego współistnienia.” Ponadto według artykułu Marka Rybarczyka (redaktora Newsweeka) w dzisiejszych czasach dla Polski i jej sojuszników istnieje większe zagrożenie atakiem terrorystycznym niż agresji ze strony innego państwa (Iranu, Korei czy Chin). Walka z międzynarodowym terroryzmem, wypowiedziana przez USA po 11 września 2001 r. do tej pory nie przynosi wymiernych skutków – wręcz przeciwnie; stwarza atmosferę ciągłego zagrożenie dla członków koalicji.

Kolejnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego Polski są, niejednokrotnie wspierające terroryzm, umacniające się rządy autorytarne i totalitarne na świecie. Rzeczpospolita jako sojusznik USA jest w strefie potencjonalnego zagrożenia ze strony tych państw i musi liczyć się z ewentualnością podjęcia obrony.
Według Strategii bezpieczeństwa narodowego Polski „Potencjalnym zagrożeniem dla interesów Polski byłoby załamanie procesu integracji europejskiej na skutek powrotu państw do podejmowania działań wyłącznie przez pryzmat interesów narodowych”. Przykładem takiego działania jest podpisanie umowy na temat Gazociągu Północnego „Nord Stream” między Niemcami a Rosją mimo konfliktu z interesami jednego z członków UE – Rzeczypospolitej.


Oprócz tego, niebezpieczeństwem dla Polski jest przestępczość zorganizowana. Otwarte granice po realizacji postanowienia Układu z Schengen stanowią duże ułatwienie dla handlarzy narkotyków z państw, w których te używki są dostępne legalnie oraz dla innych przemytników (alkoholu, broni, samochodów i części samochodowych)

Podsumowując, bezpieczeństwo narodowe Polski zależy przede wszystkim od zaspokojenia potrzeb ekonomicznych, społecznych, militarnych oraz politycznych państwa. Można stwierdzić, iż większość przedstawionych zagrożeń współoddziałuje i przenika się wzajemnie. Odpowiednia ochrona interesów Rzeczpospolitej stanowi poważną kwestię, w której wszystkie działy administracji rządowej powinny podjąć właściwe środki, oraz we współpracy zapobiegać wskazanym niebezpieczeństwom.

Bibliografia
Strategia bezpieczeństwa narodowego Rzeczypospolitej Polski, 2007
J. Danilewicz, „Goście się wynoście”, Newsweek 12/2010
S. Theil, „Miejsce dla imigranta”, Newsweek 12/2010
M. Rybarczyk „Czego naprawdę boi się Obama”, Newsweek 17/2010
O. Dębowska „Migracje – wynik aktualnych badań” 2007
P. L. Wiliams „Al-Kaida”


Maciej Przychodzeń